100 LAT JAROSŁAWSKIEGO HARCERSTWA,
czyli krótka gawęda o tym jak 14-stka pokonała sztorm...
Miesiące przygotowywań, tysiące zbiórek drużynowych....
Przygotowania szły niczym biały szkwał, a my staliśmy w porcie.
Mimo, że ostateczne przygotowania miały miejsce w przeddzień imprezy...
WYPŁYNĘLIŚMY w kierunku portu – "Kawiarenka".
Po uroczystej mszy, przemarszu pod pomnik Baśki, wręczeniu pamiątkowych medali,
a także części artystycznej przygotowanej przez 17-stkę - postawiliśmy żagle!
Wiatry rozwiewały wspaniałą woń naszych wypieków sprowadzając tłumy do naszego stoiska.
Pod opieką kapitana Kazika, która stała za sterem -
wszystkie blaszki zostały wyglancowane niczym mosiądze.
Nasz kapitan, z racji funkcji, udzielił aż dwóch wywiadów!
Korzystając z okazji, że cumowaliśmy w porcie rozłożyliśmy ognisko,
zapraszając „szczury lądowe” naszym śpiewem.
Gdy spod Lwowa raz dmuchnęło, żagle zdarła moc nadludzka,
patrzę w koje mi przywiało nawet Ukraińca!
Ten nie skąpił nam od komplementów.
Majtek Kędzior biorąc udział w akcji ratunkowej załogi z Przemyśla...
udawał trupa. Biedna dziecina widząc to całe zamieszanie przeżyła
szok termiczny widząc później żywego Kędziora.
Nasz czas upływał w calmie (spokojnie),
nie licząc jednego sztormu dh. Komendantki Chorągwi.
Po zrzuceniu żagli odpłynęliśmy w daleki rejs.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz